|
Blog > Komentarze do wpisu
Czy Miami Heat zatrzymają Lina?W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem w NBA wcale nie będzie weekend gwiazd. Jeśli ktoś nie zapadł w zimowy sen przez ostatnie dwa tygodnie, to wie, że "game to watch" będzie czwartkowe starcie New York Knicks z Miami Heat. Tym bardziej po niedzielnych meczach NYK z Dallas i Miami z Orlando. Knicks za sprawą Jeremy'ego Lina stali się zespołem, który oglądać należy. To zupełnie niesamowite jak w ciągu kilkunastu dni głęboki rezerwowy stał się postacią numer jeden w zespole, ba w całej lidze. W ostatnim tygodniu potwierdził tylko, że jego "wybuch" przypadkowy nie był. Meczem z Mavericks rozwiał kolejne wątpliwości pt. "czy to naprawdę możliwe?". Możliwe. Cały czas pozostaje nierozstrzygniętą kwestia tego, co się stanie, gdy do zespołu dołączy Carmelo Anthony. Ale czy to rzeczywiście w tym momencie ważne? Mnie najbardziej w tym wszystkim ciekawi jak w czwartek Heat, którzy wygrali sześć ostatnich meczów (wszystkie różnicą ponad 10 punktów) zagrają w obronie przeciwko Linowi. Bo to, że jako zespół są faworytem do zwycięstwa, nie ulega wątpliwości. Ale czy skupią się jakoś szczególnie na nim. Jak ograniczą jego punkty, a przede wszystkim podania. Nie udało się to Mavericks, którzy mieli nawet pomysł jak to zrobić - próbowali pułapek, podwajania, pomocy przy zasłonach - tylko jednak im nie wyszło. Czy Eric Spoelstra postawi na wariant obrony z play-off, gdy do krycia Derricka Rose'a posłał w sporych fragmentach meczów LeBrona Jamesa. Czy tu może się to udać? Nie mam pojęcia, dlatego czekam na ten mecz z taką niecierpliwością. Jeszcze dwie rzeczy przy okazji Heat i Jeremy'ego Lina. Zacznę od pana z Harvardu. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko mecze z lutego, w których zagrał ponad 20 minut, Lin jest zawodnikiem, który traci na mecz najwięcej piłek - w dziewięciu ostatnich spotkaniach miał aż 47 strat. O pięć strat więcej miał Westbrook, ale zagrał także jedno spotkanie więcej (nie zaliczam niedzielnego meczu z Nuggets, bo odbył się przed powstaniem tej notki). Straty Lina to jego największy problem, sam zawodnik zdaje sobie z tego sprawę, w wywiadach mówi o tym. Ale na razie znaczenia one większego nie mają. Dlaczego? Bo tak jak napisał na Twitterze David Aldridge: "Linsanity's TOs won't matter until the Knicks start losing. That's what all this is about, people. They're winning with him in the lineup..." Druga rzecz, czyli Heat. A w zasadzie ich kontratak. Można nie lubić LeBrona, można nie lubić Heat w ogóle, zupełnie mieć ich w nosie. Ale to jak oni rozgrywają kontry i wykorzystują w nich do perfekcji swoją fizyczność cały czas mnie zadziwia. Na takie akcje mogę patrzeć bez końca, serio:
A ta akcja, sprzed miesiąca, powinna znaleźć się w Top10 regular season: poniedziałek, 20 lutego 2012, michal.owczarek
TrackBack
|
|