|
środa, 22 lutego 2012
97:137 przegrali Spurs z Blazers. W pierwszej kwarcie stracili 41 punktów. Był fragment, który przegrali aż 20-0. Ich seria 11 zwycięstw dobiegła końca. I co? Nic. We wtorek dał odpocząć Parkerowi i Duncanowi. Kontuzjowani są Ginobili i Splitter. Matt Bonner zagrał sześć minut, Gary Neal 18, Richard Jefferson 19, a DeJuan Blair 21. Popovich nie tylko dał odpocząć gwiazdom, oszczędził też kluczowych graczy w rotacji. W pełni świadomie. Zwróćcie na to jaki moment wybrał, by dać swoim koszykarzom moment na złapanie oddechu. Spurs są w trakcie najdłuższej wyjazdowej serii. Od 6 lutego grali non-stop w halach rywali. Mecz z Blazers był ich trzecim w ciągu czterech dni, w sobotę zagrali dogrywkę w LA z Clippers. Parker i Duncan dostali dwa dni wolnego, a w dłuższej perspektywie przed początkiem domowej serii (siedem meczów San Antonio) zagrają tylko w czwartek w Denver (plus incydenty podczas ASW). Pop wie, że ta jedna porażka znaczenia nie ma. Spurs dalej są na drugim miejscu na zachodzie, mają czwarty bilans w całej lidze. Do tego - siedem meczów w domu. W domu, gdzie nie zwykli przegrywać (bilans 13-1, taki sam jak Thunder). Pop zaśmiał się z nas wszystkich. On uwielbia wygrywać, zwycięstwo w pojedynczym meczu jest dla niego piekielnie ważne. Ale sto razy ważniejszy jest "big picture", to co na samym końcu. Pop po prostu uwielbia wygrywać, ale na swoich warunkach.
wtorek, 21 lutego 2012
Dirk Nowitzki jest już 20. strzelcem w historii NBA. We wtorek Niemiec rzucił 26 punktów w meczu z Boston Celtics i przeskoczył na liście wszech czasów ROberta Parisha, który w 21 sezonów zdobył 23 328 punktów. Nowitzki po wtorkowym meczu ma ich już 23 354. Historyczne punkty zobaczycie na dole tej notki. Nowitzki depcze po piętach Kevinowi Garnettowi, który do tej pory rzucił ich 23 719. Z kolei Garnett lada moment powinien wyprzedzić 18. na liście Charlesa Barkley'a (23757). Ciekawie jest też nieco dalej na liście. 18276* punkty ma Tracy McGrady, o 49 więcej od LeBrona Jamesa - walczą o miejsce 59. LBJ jeśli utrzyma strzelecką formę to na koniec regular season może wskoczyć do pierwszej 50-tki. Najskuteczniejszym zawodnikiem obecnie grającym w NBA jest Kobe Bryant, który po wtorkowym zwycięstwie nad Blazers ma 28795 punktów. Do lidera listy wszech czasów Kareema Abdul-Jabbara brakuje mu już mniej niż 10 tysięcy. *- nie do końca jestem pewien, czy w statystykach ma już doliczone 6 punktów z meczu z Bulls. Jeśli nie, to T-Mac ma 18282, LBJ o 54 mniej. W każdym razie jest już bardzo blisko.
poniedziałek, 20 lutego 2012
W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem w NBA wcale nie będzie weekend gwiazd. Jeśli ktoś nie zapadł w zimowy sen przez ostatnie dwa tygodnie, to wie, że "game to watch" będzie czwartkowe starcie New York Knicks z Miami Heat. Tym bardziej po niedzielnych meczach NYK z Dallas i Miami z Orlando. Knicks za sprawą Jeremy'ego Lina stali się zespołem, który oglądać należy. To zupełnie niesamowite jak w ciągu kilkunastu dni głęboki rezerwowy stał się postacią numer jeden w zespole, ba w całej lidze. W ostatnim tygodniu potwierdził tylko, że jego "wybuch" przypadkowy nie był. Meczem z Mavericks rozwiał kolejne wątpliwości pt. "czy to naprawdę możliwe?". Możliwe. Cały czas pozostaje nierozstrzygniętą kwestia tego, co się stanie, gdy do zespołu dołączy Carmelo Anthony. Ale czy to rzeczywiście w tym momencie ważne? Mnie najbardziej w tym wszystkim ciekawi jak w czwartek Heat, którzy wygrali sześć ostatnich meczów (wszystkie różnicą ponad 10 punktów) zagrają w obronie przeciwko Linowi. Bo to, że jako zespół są faworytem do zwycięstwa, nie ulega wątpliwości. Ale czy skupią się jakoś szczególnie na nim. Jak ograniczą jego punkty, a przede wszystkim podania. Nie udało się to Mavericks, którzy mieli nawet pomysł jak to zrobić - próbowali pułapek, podwajania, pomocy przy zasłonach - tylko jednak im nie wyszło. Czy Eric Spoelstra postawi na wariant obrony z play-off, gdy do krycia Derricka Rose'a posłał w sporych fragmentach meczów LeBrona Jamesa. Czy tu może się to udać? Nie mam pojęcia, dlatego czekam na ten mecz z taką niecierpliwością. Jeszcze dwie rzeczy przy okazji Heat i Jeremy'ego Lina. Zacznę od pana z Harvardu. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko mecze z lutego, w których zagrał ponad 20 minut, Lin jest zawodnikiem, który traci na mecz najwięcej piłek - w dziewięciu ostatnich spotkaniach miał aż 47 strat. O pięć strat więcej miał Westbrook, ale zagrał także jedno spotkanie więcej (nie zaliczam niedzielnego meczu z Nuggets, bo odbył się przed powstaniem tej notki). Straty Lina to jego największy problem, sam zawodnik zdaje sobie z tego sprawę, w wywiadach mówi o tym. Ale na razie znaczenia one większego nie mają. Dlaczego? Bo tak jak napisał na Twitterze David Aldridge: "Linsanity's TOs won't matter until the Knicks start losing. That's what all this is about, people. They're winning with him in the lineup..." Druga rzecz, czyli Heat. A w zasadzie ich kontratak. Można nie lubić LeBrona, można nie lubić Heat w ogóle, zupełnie mieć ich w nosie. Ale to jak oni rozgrywają kontry i wykorzystują w nich do perfekcji swoją fizyczność cały czas mnie zadziwia. Na takie akcje mogę patrzeć bez końca, serio:
A ta akcja, sprzed miesiąca, powinna znaleźć się w Top10 regular season:
czwartek, 16 lutego 2012
New York Daily News donosi, że NBA chciałaby zaprosić Jeremy'ego Lina do wzięcia udziału w weekendzie gwiazd. Nie zagrałby raczej w meczu debiutantów z drugoroczniakami, ani we właściwym meczu gwiazd. NBA widzi dla najpopularniejszego koszykarza ostatnich dwóch tygodni miejsce w Haier Shooting Stars, czyli konkursu strzeleckiego, w którym rywalizują trzyosobowe zespoły (koszykarz NBA, koszykarka WNBA, legenda NBA) reprezentujące dane miasto. Cały ten hype zaczyna mnie powoli przerażać. Choć bardzo lubię Shooting Stars, bo to dobra zabawa, to jednak wolałbym Lina zobaczyć w piątkowym meczu Rising Stars jak podaje nad kosz do Blake'a Griffina. Może NBA pójdzie po rozum do głowy. EDIT: Jak podał ESPN Lin będzie też asystentem Imama Schumperta w konkursie wsadów.
A samo Shooting Stars jest fajną zabawą, tak było przed rokiem w LA:
środa, 15 lutego 2012
We wtorek w meczu z Raptors trafił game-winnera 0,5 sekundy przed końcem. Koszykarz, który wygrał dla Knicks sześć ostatnich meczów zarobi w tym sezonie na samej grze 762 195 dolarów brutto. Na większe zyski mogą liczyć władze klubu, NBA, mnóstwo firm działających wokół NBA. Liczba jego fanów na Twitterze w przeciągu półtora tygodnia wzrosła z 82 tys. do ponad 280 tys. w środę rano, a przeróżni eksperci starają się wyliczyć, ile dokładnie i kto zarobi. Dr Patrick Rishe z Webster University w St. Louis szacuje, że Lin może liczyć od 10 do 20 mln dolarów rocznie od sponsorów, o ile utrzyma dobrą formę do końca sezonu. Mówi się o tym, że koszykarzem interesuje się chiński gigant odzieżowy Li Ning (w butach tej firmy grają m.in. Baron Davis i Jose Calderon, a reklamował ją także Shaq), ale koszykarz jest związany z firmą Nike, która na pewno łatwo go nie wypuści. Dla samego koszykarza na razie największą zmianą jest gwarantowany do końca sezonu kontrakt i to, że wreszcie ma swoje mieszkanie. Zdarzało mu się nocować na kanapie Ladry'ego Fieldsa (przed meczem z Nets), przez pierwszy miesiąc spał u mieszkającego na Mannhattanie brata. Knicks według szacunków Rishe'a zarobią 25-50 mln w zależności od podpisanych kontraktów, a liga NBA może liczyć na 80 mln dolarów zysku dzięki ożywieniu zainteresowania ligą w regionie Azji i Pacyfiku. Już teraz stacje telewizyjne wykupują dodatkowe pakiety meczów Knicks, a koszulki z nazwiskiem Lina na plecach rozchodzą się w mgnieniu oka. Meczowa replika kosztuje 58 dolarów, t-shirt 25, ale okres oczekiwania na stronie nba.com to minimum dwa tygodnie. Mike Ozanian z Forbesa wyliczył na podstawie analizy przychodów klubu, wzrostu oglądalności transmisji telewizyjnych (o 66%), że brand "Jeremy Lin" jest wart teraz około 14 mln dolarów. Eksplozja Lina miała wpływ także na sytuację na Wall Street. Akcje Madison Square Garden Inc., operator hali, w której grają Knicks, podrożały z 29,32 dol. 4 lutego do 32,15 dol. 14 lutego. Władze innych klubów także myślą o tym, jak wykorzystać cały ten hype wokół Jeremy'ego Lina. We wtorek w Air Canada Center po raz trzeci w tym sezonie mecz Raptors oglądał komplet publiczności i to mimo podwyżki cen niektórych wejściówek. Bilety na mecz z Knicks były nawet o 30 dolarów droższe (w zależności od miejsca) niż na środowy mecz ze Spurs. O podwyżkach cen biletów na mecze z Knicks myślą już kolejne kluby. |
Zakładki:
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||