Kategorie: Wszystkie | BIEGANIE | Golf | INNE | KOSZYKÓWKA
RSS
piątek, 25 października 2013

Sneakerness Warsaw

Sobota i niedziela w warszawskim Pin Up Studio odbędzie się event, o którym każdy polski sneakerhead marzył – SNEAKERNESS Warsaw 2013. Musicie tam być!

To największa i najważniejsza impreza związana z kulturą sneakers w Polsce. Będzie można spotkać przedstawicieli lifestylowych marek, trendseterów, a przede wszystkim kupić wyjątkowe i rzadkie modele butów. Wokół targów organizowane są też dodatkowe atrakcje: koncerty, pokazy mody, czy stoiska z możliwością personalizacji butów.

Kluczowe informacje

Gdzie? PinUp STUDIO, UL.NOWOGRODZKA 84/86, WARSZAWA

Kiedy? Sobota 11.00–19.00; Niedziela 11.00–17.00

Za ile? Bilety – 20 pln, do kupienia na miejscu.

Więcej o evencie na KolekcjonerButów.pl

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Marcin Gortat dołączył do kadry i wszystko od razu wygląda lepiej. Środkowy Phoenix Suns jest w formie, w Antwerpii przeciwko Belgii zagrał mecz prosto z samolotu, a imponował dynamiką, zaangażowaniem, skutecznością (trafił 9/12 z gry) i dobrym zrozumieniem z partnerami, z którymi nie widział się od trzech tygodni i nie zagrał w tym roku ani jednego meczu. Polska wygrała 66:52.

Marcin Gortat

(fot. Paweł Pietranik / PZKosz)

Aż miło było patrzeć na współpracę Gortat - Lampe. Choć to był dopiero pierwszy sparing, chyba możemy z optymizmem patrzeć na to, jak ci dwaj grają ze sobą. Boiskowa inteligencja Lampego i wyczucie chwili stwarzało Gortatowi tak łatwe okazje do zdobywania punktów, jakich nie miał przez cały ostatni sezon NBA. Rywale, co prawda nie byli z poziomu NBA, ale w zeszłym roku z kadrą z Gortem w składzie potrafili sobie poradzić, na wyjeździe.

Pojawienie się Gortata zmieniło grę także w defensywie - nie uciekało już tyle zbiórek na atakowanej tablicy, w obronie rywale też nie podkradali piłek. Lepsza komunikacja i pomoc pomiędzy obwodowymi a podkoszowymi. I większy spokój w obronie.

Jeden gracz, a jak diametralnie odmienia drużynę.

Po dwóch meczach w Antwerpii jestem daleki od hurraoptymizmu, ale należy się cieszyć, że kadra z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej, widać progres w grze. Problemy jednak nadal są. Gdy na parkiecie pojawiali się zmiennicy, maszyna zaczynała się zacinać, a gdy doszła do tego jeszcze aktywniejsza obrona rywali, robiło się gorąco. Rezerwowi ciągle nie gwarantują utrzymania tego samego poziomu, rywale to wiedzą i wykorzystują. Bauermann z pewnością ograniczy liczbę graczy będących w podstawowej rotacji, ale widać, że ciągle czegoś szuka, zastanawia się, co jeszcze można w grze ulepszyć. W sparingach cały czas widzimy nowości w grze, rotacji, składzie, piątkach. Jest postęp.

Z pewną dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że w pierwszej piątce Polaków na ME znajdą się Gortat, Lampe, Kelati i Koszarek. Kto będzie tam jeszcze? Ponitka, Zamojski, Waczyński, Chyliński - to oni powalczą o miejsce na pozycji 2/3. Na razie żaden z nich wyraźnie nie pokazał, że warto na niego stawiać, rywalizacja będzie bardzo ciekawa do ostatniego dnia zgrupowania. Tym bardziej warto obserwować poniedziałkowe starcie z Włochami - Polacy będą mieli okazję do rewanżu za porażkę 65:76 na turnieju w Trydencie.

Ogromnym zaskoczeniem dla mnie byłoby, gdyby Bauermann postawił Michała Ignerskiego jako niskiego skrzydłowego. Ten od ponad trzech lat na tej pozycji nie gra, przez kolejnych trenerów klubowych ustawiany jest konsekwentnie jako silny skrzydłowy, który ma dodatkowy atut - rzut z dystansu. Ma też przewagę szybkości. Jako niski skrzydłowy jest już trochę przyciężki i za wolny, jako silny skrzydłowy jest bardzo wartościowym zawodnikiem. Ale być może także z Włochami zobaczymy Ignerskiego w roli niskiego skrzydłowego. Powrót Gortata nieco zmienił dotychczasową rotację kadry, a Ignerski z Belgami odpoczywał. Może Bauermann czymś nas tutaj zaskoczy?

A niech nas zaskoczy!

Poniedziałek. Godz. 18. Polska - Włochy. Polsat Sport HD i bezpłatnie na IPLA TV. Oglądamy!

środa, 14 sierpnia 2013

Trener Dirk Bauermann podczas wyjazdowej serii sparingów ma do dyspozycji 14 graczy. Na turniej w Belgii (w niedzielę) dołączy do nich jeszcze Marcin Gortat. Do Słowenii zabierze 12 zawodników. Nazwiska poznamy przed turniejem w Lublinie (23-25 sierpnia). Kto znajdzie się wśród tej dwunastki, łatwiej będzie powiedzieć po turnieju w Antwerpii (od soboty do poniedziałku). Już teraz jednak można sądzić, że Bauermann raczej będzie rezygnował z graczy obwodowych. Pod koszem chyba już ma tych, co chce. Bo:

Kadry bez Gortata być nie może. Choć nie grał w żadnym ze sparingów, o jego zgranie z zespołem jestem jakoś dziwnie spokojny. I formę też.

Maciej Lampe na każdym kroku udowadnia, że jest jednym z najlepszych graczy podkoszowych w Europie. Wszechstronność, boiskowa inteligencja, spryt, świetna technika. I walka o zbiórki, pomoc w obronie i bloki. Punkty spod kosza - proszę bardzo. Półdystans? Nie ma problemu. A może trójeczkę? Oczywiście - takiego gracza kadra potrzebuje. A gdy mu nie szło, uciekał z pola trzech sekund, oddawał miejsce innym graczom i dogrywał im piłki.

Ignerski, choć najstarszy, umie znaleźć się pod koszem, dobrze wspiera Lampego, punktuje spod kosza, ale i rozciąga obronę rywali wychodząc na obwód.

Karnowski - aż miło się patrzy na najmłodszego gracza kadry. Wreszcie widać w nim taką pozytywną złość - wychodzi na parkiet by zniszczyć rywala. Nie bezmyślną siłą, a swoimi umiejętnościami. I się nie boi. Gortat mówił ostatnio, że Karnowskiego trzeba nieco podrażnić, poprzedrzeźniać na treningach, by w meczach stał się wojownikiem. I to się udaje. Marka Gasola się nie przestraszył i nieco sprowokował do dwóch airballi.

W tej kadrze sens ma Damian Kulig. Jego największy atut - rzut z dystansu. Nie musi grać długo, ale jest pewny w tym, co robi. Wychodzi i robi swoje. Tak jak z Hiszpanią - wszedł, trafił, usiadł. Przydatny gracz. Na mistrzostwach jeden rzut może decydować np. o wyjściu z grupy. Warto mieć kogoś z pewną ręką.

Na trzy tygodnie przed turniejem to może zbyt odważne, ale tej piątki podkoszowych jestem pewien. Za to nie wiem, za to co począć z Adamem Hrycaniukiem. Spośród podkoszowych widziałem go w grze u Bauermanna najmniej. Chęci i walki odmówić mu nie sposób, ale jego wkład w grę jest jak na razie mało widoczny. Może to dlatego, że cierpi przez niezbyt dobrze funkcjonujący obwód, który na razie nie pokazał zbyt wielu atutów?

Mateusz Ponitka

Na zdjęciu Mateusz Ponitka walczy z Alexem Mumbru w meczu Hiszpania - Polska. Biało-czerwoni po walce przegrali 66:70. To tylko sparing, ale mistrzów Europy postraszyli. A o plusach i minusach po tym meczu pisze Łukasz Cegliński.

czwartek, 01 sierpnia 2013

EuroBasket 2013. Reprezentacja Polski

(fot. Paweł Pietranik)

Za koszykarską reprezentacją Polski jeżdżę już siódmy sezon. Pamiętam zgrupowania trenera Andreja Urlepa, Muliego Katzurina, Igora Griszczuka i Alesa Pipana. Bywało śmiesznie i poważnie. Czuć było atmosferę wielkiego napięcia, ale i przesadnego rozluźnienia. Mobilizację i demobilizację. Bywało różnie. Ale do tej pory jeszcze nie było tak, jak teraz.

Choć trener Dirk Bauermann pracuje z kadrą ledwie kilka miesięcy, ale efekty jego pracy już widać w wielu mały rzeczach. Zachwycamy się niemieckim trenerem, bo do tej pory z kadrą koszykarzy nie pracował żaden normalny trener. Ostatni selekcjonerzy to ligowa trzecia liga, albo i jeszcze niżej. Kadrze udawało się wygrywać mecze, ale ciągłości w ich pracy nie było widać. CV Bauermanna imponuje, ale bardziej imponujące jest to jak pracuje i wpływa na koszykarzy. I co ważne, nie rzuca słów na wiatr.

Już nie pamiętam kiedy, cała kadra koszykarzy mówiła jednym głosem. Od liderów (Gortat, Lampe, Koszarek) do młodzieży i graczy drugiego planu. O trenerze, przygotowaniach, celach na ME. Starsi wspierają młodszy i na odwrót. "Nie czuć w ogóle różnicy wieku. Jesteśmy jedną drużyną"  - mówił Markowi Ceglińskiemu z PAP najmłodszy w kadrze Przemysław Karnowski.

Koszykarze podkreślają, że treningi są ciężkie, ale nikt nie narzeka - widzą, wierzą i ufają trenerowi, że to dobra droga, by osiągnąć wysokie cele. Jakie? O tym żaden nie pisnął ani słowa.

Zaangażowanie. Tego kadrowiczom nie brakuje. Widać je było w środowym sparingu. Nie było odpuszczania, nie brakowało łokci, ale wszystko w granicach przyzwoitości. Bez chamstwa, za to pełno zaangażowania i walki. Choć czasami sił brakło, to nikt się nie poddawał. Zaangażowanie widać było też podczas rozciągania przed meczem. Prowadzone przez Cole'a Hairstone'a ćwiczenia motoryczne wielu graczom dają się w kość, ale wszyscy przyznają, że bez nich byłoby w grze i w trakcie treningów o wiele ciężej.

Bauermann imponuje spokojnym podejściem do zawodników. - On na ciebie nie wrzeszczy, że coś zrobiłeś źle. Zatrzymuje grę, tłumaczy, o co mu chodziło i pokazuje, dlaczego według niego lepiej jest zrobić coś w inny sposób - mówił Thomas Kelati. - Czasami mamy wrażenie, że nie wszystko nam wyszło, że coś poszło nie tak, a on na koniec treningu mówi: Dziękuję panowie, wykonaliście kawał dobrej roboty.

Podczas środowego sparingu Bauermann obserwował koszykarzy z wysokości trybun, ale co chwilę schodził i konsultował się ze swoimi asystentami. Przerywał też grę i tłumaczył poszczególnym zawodnikom swoje uwagi. Raz nawet pokazał zagrywkę, jaką chciałby widzieć. Wszystko na spokojnie i bez nerwów. Zakończył mecz przy wyniku 62:62 na cztery minuty przed końcem meczu - nie chciał, by w końcówce gracze zrobili sobie krzywdę walcząc o wygraną, próbując udowodnić kto jest lepszy.

Do EuroBasketu jeszcze ponad cztery tygodnie, ale już widać, że tworzy się zaczyn na zespół. O szansach w ME nie ma jeszcze co mówić, bo przez ponad miesiąc w polskim obozie i w zespołach rywali może się jeszcze wiele zmienić. Można mieć jednak przekonanie, że koszykarze dostali wszystkie narzędzia ku temu, by na Słowenii osiągnąć swoje cele.

Polski Związek Koszykówki zadbał w tym roku o reprezentację wyjątkowo, czyli normalnie. Wyjątkowo, bo tak się koszykarzami nie zajmował. Normalnie, bo wyjątkowość tegorocznej kadry to po prostu europejska norma. Z koszykarzami pracuje fachowiec światowej klasy. Mają specjalistę od przygotowania fizycznego, dwóch fizjoterapeutów, lekarza oraz trzech asystentów trenera do dyspozycji. Halę do treningów i wygodny hotel. Nowe, dedykowane reprezentacji stroje, które dostarcza firma ZINA. - Mamy wszystko, czego nam potrzeba. Są wszyscy zawodnicy. Organizacja, kierownicy, fizjoterapeuci, menedżer Marcin Widomski, który robił wszystko przez ostatnie trzy-cztery miesiące, by każdy się tu pojawił i miał wszystko, co mu jest potrzebne. Byłoby chamskie zrzucić na przygotowania, organizację czy federację czy wytknąć im jakieś błędy. Jeśli nawalimy, będzie to tylko i wyłącznie nasza wina - mówił Marcin Gortat.

Do PZKosz można mieć różne zarzuty, uwagi, ale w tym roku zaangażowania ludziom pracującym dla kadry i przy kadrze odmówić nie sposób. I tego że robią coś pozytywnego. Błędy i wpadki, owszem zdarzają się, ale pozytywów nie brakuje.

Środowe spotkanie z dziennikarzami i kibicami było solidnie przygotowane. Kibice mogli zobaczyć wewnętrzny sparing, a po meczu spokojnie dostać autografy od wszystkich graczy. I to nie na byle jakich kartkach, ale na przygotowanych wcześniej plakatach i kartach z zawodnikami.

I nam, dziennikarzom, też było łatwiej - mogliśmy porozmawiać ze wszystkimi zawodnikami i trenerami. W normalnych warunkach obserwować sparing, mieliśmy zapewnione przyzwoite warunki pracy, nie czuliśmy się jak intruzi. Wcześniej z tym bywało różnie - chaotycznie, bez ustalonego porządku.

Wokół kadry zmieniło się wiele małych rzeczy, z których niegdyś rodziły się duże problemy na różnych frontach. Teraz czuć, że jest lepiej. I można mieć nadzieję, że będzie lepiej, także na parkiecie. Wszystko w rękach i nogach koszykarzy.

wtorek, 23 lipca 2013

W Pasłęku na polu Sand Valley obserwuję zmagania golfistów w LOTOS Polish Open. To najważniejszy turniej, który w tym sezonie odbywa się w Polsce, należący do cyklu Pro Golf Tour. To europejska druga liga. Ale dla mnie pierwszy profesjonalny turniej, który oglądam z bliska, a nie przy pomocy telewizora/internetu. I bardzo mi się to podoba.

W telewizorze jest banalnie łatwo – realizator co i rusz przełącza się między różnymi flightami, podglądamy co i rusz innych zawodników, cały czas coś się dzieje. Widzimy dokładnie jak puttują na greenach, możemy przyglądać się swingowi i temu jak ratują się z bunkrów. Tak jak na ostatnim British Open transmitowanym przez kanały sportowe Polsatu.

Oglądając turniej golfowy na żywo trzeba włożyć w to trochę wysiłku. Przed wyjściem na pole trzeba mieć plan, co się chce zobaczyć. A i to nie gwarantuje, że zobaczymy wszystko co najlepsze. Można wybrać jeden, dwa greeny i obserwować jak na nich radzą sobie poszczególni golfiści. W Sand Valley idealny do porównań wydaje się 12 dołek – piekielnie trudny, bo długi, usiany piaskowymi pułapkami, niewybaczający błędów, ale pięknie położony. Lepiej wszystko widać na ogromnym 18. greenie – to tam (oraz na 17 greenie) będą w środę rozstawione kamery TVP Sport, która pokaże finałową rundę. Z niego widać też, co się dzieje na 10 greenie.

Mateusz Gradecki

Można też spróbować innej metody. Wybieramy flight albo zawodnika, który nas interesuje i za nim podążamy. Tak zrobiłem we wtorek, gdy śledziłem, jak na polu radzi sobie trzykrotny mistrz Polski Mateusz Gradecki. Widać wtedy jak na dłoni jak zawodnik reaguje na przestrzeni kilku dołków na swoje małe sukcesy (birdie, udane drive'y czy putty), ale i porażki (zmarnowana szansa na eagle czy rozczarowujące bogey'e). Możemy obserwować jego taktykę oraz to jak grają rywale, jak pokonywać kolejne dołki, jak dobierać strategię, jak reagować, gdy jesteśmy w tarapatach. A przy okazji dokładnie poznajemy całe pole. I do tego, mamy kilkukilometrowy spacer.

Mateusz Gradecki

Mi pasuje o wiele bardziej druga opcja, tym bardziej, że na Lotos Polish Open nie ma tłumów kibiców i po polu można się dość swobodnie poruszać. Ma jednak, z reporterskiego punktu widzenia, jedną wadę – omija nas wszystko inne. Z drugiej strony, oglądanie wydarzeń na jednym greenie też daje nam bardzo fragmentaryczny obraz wydarzeń.

I bądź tu mądry.

23:04, michal.owczarek , Golf
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
@mikelwwa